środa, 22 kwietnia 2015

Rozdział 1

Witam wszystkich fanów trylogii Igrzysk Śmierci
autorstwa Suzanne Collins na moim blogu z alternatywnymi 74 Głodowymi Igrzyskami.
Jeśli nie raz zastanawialiście się jak by wyglądała ta historia z małą Prim w roli głównej zapraszam do czytania.
~Liszka
 Było jeszcze ciemno za oknem gdy obudziłam się z sennego koszmaru. Dopiero po kilku minutach uświadomiłam sobie, ze to tylko sen, przecież nie zostałam wylosowana na Trybuta, to będą moje pierwsze dożynki. Katniss mi obiecała, że nie trafię na arenę... rzadko losują 12-latków, ostatni raz z naszego Dystryktu tak młodą osobę wylosowano dobre 10 lat temu. Przeniosłam wzrok na siostrę, śpi spokojnie. Jej brązowe włosy rozlały się po poduszce tworząc brązowa aureole w około twarzy na której widnieje nikły uśmiech. Katniss jest piękna, ma wygląd oraz duszę po ojcu, co dzień wyrusza do lasu byśmy miały co jeść. 
Moje bose stopy przenika chłód gdy staję na podłodze tak delikatnie by deski nie skrzypiały pod moim ciężarem. Ciche miałczenie sprawia, że odrywam wzrok niebieskich oczu od siostry i patrzę srogo na Jaskra. Jaskier to mój kot, niektórzy tak jak Katniss nazywają go moim strażnikiem gdy niby nie słyszę. Zarówno moja siostra jak i kot nie przepadają za sobą, Ona chciała go utopić dnia gdy przyniosłam Jaskra do domu, a Jaskier prycha na nią gdy tylko ich drogi się krzyżują, mimowolnie wspominając te rzeczy na mojej twarzy pojawił się uśmiech. Biorę kota na ręce i wtulam twarz w jego futro o kolorze kwiatów jaskru. Podchodzę powoli do łóżka mamy które stoi po przeciwnej stronie pokoju i delikatnie kładę się obok. Wiem, że to dziecinne, ale zawsze tak robie gdy nawiedzają mnie koszmary. Patrzę na rozpalające się światło poranka, które leniwie przenika przez czerń nocy, którą był spowity Dystrykt 12...
Budzę się gdy jest już jasno, do moich uszu dobiegają dziwięki budzącego się do życia, mamy nie ma już obok mnie, ale słyszę jak krząta się po kuchni. Patrzę na łóżko po przeciwnej stronie pokoju lecz nie dostrzegam tam Katniss, pozostaje mi tylko wstać. Przypominam sobie, że przydało by się wydoić Damę i zrobić trochę sera. Jeszcze w moje amatorskiej piżamie z za dużej koszuli po ojcu schodzę na dół gdzie napotyka mnie pusty wzrok mamy. 
- Prim słonko ubierz się w stary strój Katniss na dożynki - mówi pokazując w strone łazienki.
Skinęłąm głową i poszłam. Czekała tam na mnie wanna z wodą oraz mydłem. Szybko myję sie w ciepłej wodzie, a potem zakładam ubrania po siostrze. Podnoszę grzebień i staję przed lustrem, powoli zaczynam rozczesywać blond włosy, a następnie splatam je w dwa dobierane warkocze. Gdy wracam do kuchni zauważam, że kawałek sera który zostawiałam wczoraj na stole na śniadanie znikł. Pewnie Katniss pomyślała, że to dla niej i Gale'a... może i dobrze, na pewno sie nie zmarnował oni zawsze mają apetyt. Chwilę przyglądałam się temu co robi mama, ale po chwili wyszłam do ogrodu gdzie stała i jadła trawę moja koza. 
- Hej Damo - powiedziałam wesoło klękając z wiaderkiem obok niej, Dama radośnie zabeczała i polizała mnie po twarzy.
Po około 30 minutach wróciłam do kuchni z wiadrem do połowy wypełnionym mlekiem. Podałam je mamie która podgrzała go trochę i dała mi do wypicia. Zobaczyłam na jej niegdyś pięknej twarzy uśmiech w chwili gdy nad ustami pozostały mi mleczne wąsy. Usłyszałam skrzypienie drzwi i szybko wytarłam je rękawem. Katniss zostawia swoje łupy z lasu i idzie do łazienki. Pomagam mamie je rozpakować. Po chwili idę za mamą do łazienki. Katniss ma na sobie jej sukienkę z młodości, piękną i błękitną.
- Na pewno? - pyta niepewnie moja siostra matki pokazując sukienkę którą ma na sobie.
- Oczywiście. Upniemy ci włosy dobrze? - mama zaczyna rozczesywać grzebieniem jej długie i lekko falowane brązowe włosy, a następnie zaplata je w skomplikowany warkocz.
- Pięknie wyglądasz - szepcze do siostry
- I jestem w ogóle do siebie nie podobna - uśmiecha sie i mnie przytula. Boi się o mnie, gdy chciałam zaoferować, że wezmę za nią jeden astragal na żywność ona mi nie pozwoliła. Myśli,  że to dla mnie będą męczarnią najbliższe godziny i ma racje, może i się boje, ale o siebie w 1% pozostałe 99% to strach, że Ona trafi na arenę.
Widzę w jej szarych oczach ból, zawsze próbuje mnie chronić lecz podczas dożynek dzisiejszych jak i kolejnych będzie bez silna, nie da rady mnie chronić. 
- Schowaj ogonek kaczuszko - gdy to mówi poprawia mi koszulę która z tyłu wysunęła sie ze spódnicy, a przy tym wyrywając mnie z zamyśleń 
Śmieję się cicho.
- Kwa - odpowiadam półgłosem lekko się uśmiechając
- Odkwacz się - słyszę jej delikatny i melodyjny śmiech - Chodź, zjemy coś - lekko całuje mnie w czoło.
O pierwszej ruszamy na plac, czuje jak niepokój we mnie narasta z każda kolejną sekundą. Trzymam kurczowo dłoń Katniss przez cały czas. Czas biegnie za szybko. Zostejmy zapisane i rozdzielone. Trafiam do sektoru dla dziewczynek ze Złożyska w wieku 12 lat, stoimy na końcu jako najmłodsza grupa wiekowa przystępująca do dożynek. Nastolatkowe łapią się za dłonie tak jak i nasi rodzice. Patrzę na podest przy pałacu sprawiedliwości. Stoją tam trzy krzesła. Na środkowym siedzi burmistrz naszego dystryktu, na lewo od niego Effie, nie pamiętam jej nazwiska, jest opiekunką trybutów z naszego dystryktu i pochodzi z Kapitolu brakuje tam jeszcze mentora, Haymitch Abernathy tak chyba tak miał na imię. Gdy na zegarach wybija godzina druga burmistrz wychodzi na mównicę i wygłasza mowę o historii Panem. Słyszymy to co roku, ale tym razem nie mogę się skupić. Patrzę na dwie szklane kule. Jedną z nazwiskami dziewcząt, drugą z chłopców. Jest tam tylko jedna kartka z moim imieniem i 20 z Katniss, na pewno mnie nie wylosują, na pewno. 
W chwili gdy wyczytuje zwycięzców Głodowych Igrzysk z Dwunastego Dystryktu w ciągu 73 lat słyszymy tylko dwa nazwiska, w tym właśnie pana Haymitcha, który po chwili pijany pojawia się na scenie. Jest mocno pijany i właśnie dzięki niemu kolejny raz nasz Dystrykt zostaje pośmiewiskiem na oczach całego Panem gdyż dożynki są emitowane w darmowej telewizji. Burmistrz Undersee przedstawia nam Effie Trinket. 
Dziarskim i radosnym krokiem podchodzi do mównicy, dziś ma jasno zieloną sukienkę, różowe loki i chyba z 3 tony makijażu na twarzy. Typowa kobieta z Kapitolu.
- Wesołych Głodowych Igrzysk! Niech los zawsze wam sprzyja! - wita nas tradycyjnym okrzykiem i zaczyna coś mówić. Czuje jak dłonie zaczynają mi się pocić, a Lizzy, dziewczyna stojąca po mojej lewej stronie posyła mi podnoszący na duchu uśmiech.
- Damy mają pierwszeństwo! - te słowa sprawiają, że powracam do rzeczywistości. Effie podchodzi do kuli z nazwiskami dziewcząt. Gdy zanurza głęboko dłoń publiczność wstrzymuje oddech. Jest tak cicho, że słychać jak jej szpilki uderzają o posadzkę. Podchodzi do mównicy i otwiera kartkę - Primrose Everdeen!
Krew odpływa mi z twarzy. Słyszę bicie własnego serca. Dziewczyny odsuwają się ode mnie tworząc przejście. Zaciskam pięści by nikt nie zobaczył, że moje dłonie się trzęsą z przerażenia. Idąc w stronę podestu napotykam przerażony wzrok Katniss. Siostra stoi jak sparaliżowana. Czuję jak łzy napływają do moich błękitnych oczu gdy strażnicy pokoju wprowadzają mnie na podest.


                          

Mam nadzieję, że sie podoba.