Mam dylemat... Zawisić bloga czy go usunąć?
Kaczuszka
sobota, 8 sierpnia 2015
środa, 8 lipca 2015
Rozdział 2
"W oddali pobrzmiewa pomruk niezadowolenia tłumu.
Nikt nie lubi, kiedy wybiera się dwunastolatków, laudzie uważają, że to niesprawiedliwe." ~Igrzyska Śmierci, rozdział 2 (str. 25)
Przepraszam, ze 3 miesiące nie było rozdziału ale miałam za dużo na głowie i spory brak weny. Mam tylko nadzieję, że i ten rozdział się wam spodoba wkrótce postaram się napisać kolejny.
Powinnam coś poprawić? Liczę na wasze opinie w komach.
Nikt nie lubi, kiedy wybiera się dwunastolatków, laudzie uważają, że to niesprawiedliwe." ~Igrzyska Śmierci, rozdział 2 (str. 25)
Stoję całą rozdygotana, a gdy Effie kładzie mi dłoń na plecach momentalnie przybieram kamienną twarz i uspokajam się jak to zawsze robiłam w chwilach podczas których mama przyjmowała pacjentów. Staję pomiędzy tą przeklętą misą, a kapitolińska zmorą i patrzę przed siebie, nie zdaje sobie sprawy kogo szukam aż jej nie znajduje. Cała krew odpłynęła jej z twarzy zresztą jak i mi, ręce wiszą bezwładnie po jej bokach, a brązowe oczy ma wbite we mnie. Pierwszy raz widzę by Katniss się bała, nasze spojrzenia się spotykają, a ona momentalnie odwraca wzrok jakby chcąc uniknąć konfrontacji ze mną.
- A teraz wylosujemy rycerza, a może raczej wroga naszej Prymulki – zaszczebiotała Effie, wzdrygnęłam się gdy nazwała mnie „Prymulką’ tak mówił do mnie tylko tata i tylko On miał do tego prawo.
Znów znalazłam Kotne wzrokiem, ale już nie patrzyła w stronę sceny, a w tłum chłopców, przeniosłam tam i swój wzrok i już wiedziałam na kogo patrzy, a i kto patrzy na nią.
Gale.
Wiem o czym teraz myśli moja siostra. Z jednej strony pragnie by to on został drugim trybutem dystryktu 12, a z drugiej boi się o niego. Wie, ze gdybyśmy oboje trafili na arenę Gale by mnie bronił by nie zawieść przyjaciółki, dawno temu obiecali sobie, że co by się nie stało nawzajem będą chronić swoje rodziny gdy tego drugiego w jakiś sposób zabraknie.
Gale’a znam od przeszło 5 lat, Katniss trochę dłużej. Poznałam go pewnego wieczoru gdy siostra wracała z „niewiadomego” miejsca jak je nazywała mama gdy się pytałam czemu Katniss się ze mną nie bawi w ciągu dnia, wybiegłam jej na spotkanie ubrana tylko w zadurzą koszule po tacie, wtedy krótkie potargane blond włosy rozwiewał mi jesienny wiatr, a bose stopy grzęzły w błocie. Brązowowłosa śmiała się z jakimś innym brunetem, na pierwszy rzut oka pomyślałam wtedy, ze Kotna znalazła zaginionego brata lecz wszyscy na zł orzyska tak wyglądali. Brązowe włosy, szare oczy, matowa cera. Jako, ze mama była z miasta ja odziedziczyłam urodę po niej. Gdy siostra mnie dostrzegła rozpromieniła się i chwyciła mnie w ramiona oraz przedstawiła Gale’a jako swojego kompana w łowiectwie. Wiedziałam, że tata uczył ją polować, ale żeby sama polowała? To by nie przyszło mi do głowy, a jednak…
Wracam do rzeczywistości gdy Effie Trinket otwiera karteczkę z imieniem chłopaka.
- Drugim trybutem 74 Igrzysk Głodowych z Dystryktu 12 zostaje – robi pauzę by stworzyć napięcie które i tak panuje od początku – Peeta Melark!
Melark… Peeta… Nie raczej Adam… a jednak Peeta…
Pan Melark ma na imię Adam, sprzedaje mu kozi ser odkąd dostałam Damę od Katniss, jego syn Peeta uczy się rzemiosła piekarskiego od niego. Od razu odnajduje go wzrokiem. Jest przerażony i ciężko oddycha, blond włosy pokryły się potem gdy wychodzi z tłumu rówieśników. Biegnę wzrokiem po dorosłych jego matka wygląda jakby miała paść na zawał. Nieopodal stoi i moja mama, ma nieobecny wyraz twarzy który nie okazuje żadnych uczuć ale już do tego przywykłam.
Strażnicy pokoju pomagają Peecie wgramolić się na podest, staje po drugiej stronie Effi która sztucznie się uśmiecha do tłumu.
- A oto i reprezentanci Dystryktu 12! Peeta Melark oraz Primrose Everdeen! – gestem wskazuje byśmy uścisnęli swoje dłonie.
Przełykam ślinę, On wyciąga dłoń jako pierwszy. Patrzę na niego i ściskam jego dłoń, jest szorstka, a za razem delikatna. Moja mała rączka zdaje się w niej zanikać. Gdy oddalamy się od siebie Strażnicy Pokoju łapią nas za ramiona i wprowadzają pośpiesznie do Pałacu Sprawiedliwości, nie oglądam się bo wiem, że przyjdą mnie odwiedzić.. że mama i Katniss przyjdą się pożegnać… Jestem tego pewna.
Przepraszam, ze 3 miesiące nie było rozdziału ale miałam za dużo na głowie i spory brak weny. Mam tylko nadzieję, że i ten rozdział się wam spodoba wkrótce postaram się napisać kolejny.
Powinnam coś poprawić? Liczę na wasze opinie w komach.
środa, 22 kwietnia 2015
Rozdział 1
Witam wszystkich fanów trylogii Igrzysk
Śmierci
autorstwa Suzanne Collins na moim blogu z
alternatywnymi 74 Głodowymi Igrzyskami.
Jeśli nie raz zastanawialiście się jak by
wyglądała ta historia z małą Prim w roli głównej zapraszam do czytania.
~Liszka
Było jeszcze ciemno za oknem gdy obudziłam się z sennego
koszmaru. Dopiero po kilku minutach uświadomiłam sobie, ze to tylko sen,
przecież nie zostałam wylosowana na Trybuta, to będą moje pierwsze dożynki.
Katniss mi obiecała, że nie trafię na arenę... rzadko losują 12-latków, ostatni
raz z naszego Dystryktu tak młodą osobę wylosowano dobre 10 lat temu.
Przeniosłam wzrok na siostrę, śpi spokojnie. Jej brązowe włosy rozlały się po
poduszce tworząc brązowa aureole w około twarzy na której widnieje nikły uśmiech.
Katniss jest piękna, ma wygląd oraz duszę po ojcu, co dzień wyrusza do lasu
byśmy miały co jeść.
Moje bose stopy przenika chłód gdy staję na podłodze tak
delikatnie by deski nie skrzypiały pod moim ciężarem. Ciche miałczenie sprawia,
że odrywam wzrok niebieskich oczu od siostry i patrzę srogo na Jaskra. Jaskier
to mój kot, niektórzy tak jak Katniss nazywają go moim strażnikiem gdy niby nie
słyszę. Zarówno moja siostra jak i kot nie przepadają za sobą, Ona chciała go
utopić dnia gdy przyniosłam Jaskra do domu, a Jaskier prycha na nią gdy tylko
ich drogi się krzyżują, mimowolnie wspominając te rzeczy na mojej twarzy
pojawił się uśmiech. Biorę kota na ręce i wtulam twarz w jego futro o kolorze
kwiatów jaskru. Podchodzę powoli do łóżka mamy które stoi po przeciwnej stronie
pokoju i delikatnie kładę się obok. Wiem, że to dziecinne, ale zawsze tak robie
gdy nawiedzają mnie koszmary. Patrzę na rozpalające się światło poranka, które
leniwie przenika przez czerń nocy, którą był spowity Dystrykt 12...
Budzę się gdy jest już jasno, do moich uszu dobiegają dziwięki
budzącego się do życia, mamy nie ma już obok mnie, ale słyszę jak krząta się po
kuchni. Patrzę na łóżko po przeciwnej stronie pokoju lecz nie dostrzegam tam
Katniss, pozostaje mi tylko wstać. Przypominam sobie, że przydało by się wydoić
Damę i zrobić trochę sera. Jeszcze w moje amatorskiej piżamie z za dużej
koszuli po ojcu schodzę na dół gdzie napotyka mnie pusty wzrok mamy.
- Prim słonko ubierz się w stary strój Katniss na dożynki - mówi
pokazując w strone łazienki.
Skinęłąm głową i poszłam. Czekała tam na mnie wanna z wodą oraz
mydłem. Szybko myję sie w ciepłej wodzie, a potem zakładam ubrania po siostrze.
Podnoszę grzebień i staję przed lustrem, powoli zaczynam rozczesywać blond
włosy, a następnie splatam je w dwa dobierane warkocze. Gdy wracam do kuchni zauważam,
że kawałek sera który zostawiałam wczoraj na stole na śniadanie znikł. Pewnie
Katniss pomyślała, że to dla niej i Gale'a... może i dobrze, na pewno sie nie
zmarnował oni zawsze mają apetyt. Chwilę przyglądałam się temu co robi mama,
ale po chwili wyszłam do ogrodu gdzie stała i jadła trawę moja koza.
- Hej Damo - powiedziałam wesoło klękając z wiaderkiem obok niej,
Dama radośnie zabeczała i polizała mnie po twarzy.
Po około 30 minutach wróciłam do kuchni z wiadrem do połowy
wypełnionym mlekiem. Podałam je mamie która podgrzała go trochę i dała mi do wypicia.
Zobaczyłam na jej niegdyś pięknej twarzy uśmiech w chwili gdy nad ustami
pozostały mi mleczne wąsy. Usłyszałam skrzypienie drzwi i szybko wytarłam je
rękawem. Katniss zostawia swoje łupy z lasu i idzie do łazienki. Pomagam mamie
je rozpakować. Po chwili idę za mamą do łazienki. Katniss ma na sobie jej
sukienkę z młodości, piękną i błękitną.
- Na pewno? - pyta niepewnie moja siostra matki pokazując sukienkę
którą ma na sobie.
- Oczywiście. Upniemy ci włosy dobrze? - mama zaczyna rozczesywać grzebieniem
jej długie i lekko falowane brązowe włosy, a następnie zaplata je w
skomplikowany warkocz.
- Pięknie wyglądasz - szepcze do siostry
- I jestem w ogóle do siebie nie podobna - uśmiecha sie i mnie
przytula. Boi się o mnie, gdy chciałam zaoferować, że wezmę za nią jeden
astragal na żywność ona mi nie pozwoliła. Myśli, że to dla mnie będą
męczarnią najbliższe godziny i ma racje, może i się boje, ale o siebie w 1%
pozostałe 99% to strach, że Ona trafi na arenę.
Widzę w jej szarych oczach ból, zawsze próbuje mnie chronić lecz
podczas dożynek dzisiejszych jak i kolejnych będzie bez silna, nie da rady mnie
chronić.
- Schowaj ogonek kaczuszko - gdy to mówi poprawia mi koszulę która
z tyłu wysunęła sie ze spódnicy, a przy tym wyrywając mnie z zamyśleń
Śmieję się cicho.
- Kwa - odpowiadam półgłosem lekko się uśmiechając
- Odkwacz się - słyszę jej delikatny i melodyjny śmiech - Chodź,
zjemy coś - lekko całuje mnie w czoło.
O pierwszej ruszamy na plac, czuje jak niepokój we mnie narasta z
każda kolejną sekundą. Trzymam kurczowo dłoń Katniss przez cały czas. Czas
biegnie za szybko. Zostejmy zapisane i rozdzielone. Trafiam do sektoru dla
dziewczynek ze Złożyska w wieku 12 lat, stoimy na końcu jako najmłodsza grupa
wiekowa przystępująca do dożynek. Nastolatkowe łapią się za dłonie tak jak i
nasi rodzice. Patrzę na podest przy pałacu sprawiedliwości. Stoją tam trzy
krzesła. Na środkowym siedzi burmistrz naszego dystryktu, na lewo od niego
Effie, nie pamiętam jej nazwiska, jest opiekunką trybutów z naszego dystryktu i
pochodzi z Kapitolu brakuje tam jeszcze mentora, Haymitch Abernathy tak chyba
tak miał na imię. Gdy na zegarach wybija godzina druga burmistrz wychodzi na mównicę
i wygłasza mowę o historii Panem. Słyszymy to co roku, ale tym razem nie mogę
się skupić. Patrzę na dwie szklane kule. Jedną z nazwiskami dziewcząt, drugą z
chłopców. Jest tam tylko jedna kartka z moim imieniem i 20 z Katniss, na pewno
mnie nie wylosują, na pewno.
W chwili gdy wyczytuje zwycięzców Głodowych Igrzysk z Dwunastego
Dystryktu w ciągu 73 lat słyszymy tylko dwa nazwiska, w tym właśnie pana
Haymitcha, który po chwili pijany pojawia się na scenie. Jest mocno pijany i właśnie
dzięki niemu kolejny raz nasz Dystrykt zostaje pośmiewiskiem na oczach całego
Panem gdyż dożynki są emitowane w darmowej telewizji. Burmistrz Undersee
przedstawia nam Effie Trinket.
Dziarskim i radosnym krokiem podchodzi do mównicy, dziś ma jasno
zieloną sukienkę, różowe loki i chyba z 3 tony makijażu na twarzy. Typowa
kobieta z Kapitolu.
- Wesołych Głodowych Igrzysk! Niech los zawsze wam sprzyja! - wita
nas tradycyjnym okrzykiem i zaczyna coś mówić. Czuje jak dłonie zaczynają mi
się pocić, a Lizzy, dziewczyna stojąca po mojej lewej stronie posyła mi
podnoszący na duchu uśmiech.
- Damy mają pierwszeństwo! - te słowa sprawiają, że powracam do
rzeczywistości. Effie podchodzi do kuli z nazwiskami dziewcząt. Gdy zanurza
głęboko dłoń publiczność wstrzymuje oddech. Jest tak cicho, że słychać jak jej
szpilki uderzają o posadzkę. Podchodzi do mównicy i otwiera kartkę - Primrose
Everdeen!
Krew odpływa mi z twarzy. Słyszę bicie własnego serca. Dziewczyny
odsuwają się ode mnie tworząc przejście. Zaciskam pięści by nikt nie zobaczył, że
moje dłonie się trzęsą z przerażenia. Idąc w stronę podestu napotykam
przerażony wzrok Katniss. Siostra stoi jak sparaliżowana. Czuję jak łzy
napływają do moich błękitnych oczu gdy strażnicy pokoju wprowadzają mnie na
podest.
Mam nadzieję, że sie podoba.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)